„Hej w góry, w góry, w góry…”

ZakopaneSłowa tej piosenki miała na ustach cała nasza ekipa z Bursy przy ul. Prusa wyjeżdżając w piątek 1 marca na wycieczkę do Zakopanego. Atrakcje zaczęły się już w autobusie, ale te niech pozostaną naszą słodką tajemnicą 🙂

Na 4 dni zainstalowaliśmy się w sympatycznym pensjonacie w malowniczo położonej dzielnicy Zakopanego – na Harendzie. Jest ona znana przede wszystkim z niezwykle klimatycznego Muzeum Jana Kasprowicza, które oczywiście odwiedziliśmy. Jest tu dom poety i jego żony Marii (a właściwie Marusi). Obok, a właściwie na tyłach drewnianego, zabytkowego XVIII-wiecznego kościoła  pw. św.Jana Apostoła i Ewangelisty znajduje się Mauzoleum z prochami Kasprowicza (dla ciekawskich – zbudowane z tatrzańskich granitów).

Na Harendzie znajduje się także ośrodek narciarsko-rekreacyjny, z którego też oczywiście korzystaliśmy, bo w Zakopanem zima jeszcze dość mocno trzyma.

Jednym z punktów wycieczki był spacer w okolicy najwyżej położonej wioski w Polsce – Ząb to cudowne miejsce, dające wytchnienie po gwarze Zakopanego i Krupówek 🙂 Dalej nasza trasa wiodła tzw. Szlakiem Papieskim. Droga ta doprowadziła nas na samą Gubałówkę. , a przepiękne widoki rozciągające się ze szczytu wprawiły nas w prawdziwy zachwyt.

Abyśmy nie byli gorsi od innych, zjechaliśmy „sławną” kolejką z Gubałówki, a nasze dziewczęta: Ada i Martyna nakręciły film pt.”Ale jazda!”. Następnie zaszliśmy na stary zakopiański cmentarz na Pęksowym Brzyzku, no a potem, hejże ha, na Krupówki. A jakby kto nie wiedział, jest to ulica, która ciągnie się na długości 1100 metrów a spacerują po niej ludzie z całego świata, no i my. Od ilości sklepów, kramików, kawiarenek można dostać oczopląsu. I wszędzie oscypki.

Jak przystało na prawdziwą wycieczkę, nie zabrakło pożegnalnego grillowiska z kiełbaskami. I tu niektórzy z nas tak jak Pani Kierowniczka Ola czy Grzesiu popadli w nostalgiczny nastrój. A mnie dopadła dziwna nerwowość (bo tyle jeszcze można zobaczyć, zwiedzić, przejść, a tu trzeba wracać do domu). Ale jest to dobry bodziec do zorganizowania kolejnej wyprawy.

Na koniec pragnę dodać, że wszystko to nic, bo gdyby nie wspaniała atmosfera w naszej ekipie oraz ogromna życzliwość ze strony tych wszystkich ludzi, którzy uprzyjemnili nam pobyt na Harendzie „U Józefa”, to nasza  wycieczka nie byłaby tak  udana. Szczególnie zapamiętamy wspaniale jadło.

                                        HEJ!

                   Katarzyna Jurczyk-Zjawińska